Wisła - Confitura

2009-03-23 19:27:44

Kolejne derby pod Wawelem, niestety znowuż tylko z nazwy ponieważ sektor gości przy Reymonta jest zamknięty z powodu remontu trybuny, więc zamiast tysiąca pasiaków mieliśmy jedynie kilku incognito.
Przygotowania do meczu zaczęły się dla nas w sobotę od zrobienia magicznej mikstury o wdzięcznej nazwie „Zgon Śląska”. Przepis znaleźliśmy na stronie Knorra :-)
Ok 15 zjawiają się pierwsi goście z Wrocławia którzy po szybkiej degustacji zastosowali się do nazwy specyfiku i padli... „Panowie tylko nie spijcie mnie bo chcę jeszcze oglądnąć mecz Śląska za godzinę i żebym widział na oczy jeszcze”. Jak czas pokazał w 60 minutach zmieściliśmy się z pierwszym przybiciem gwoździa.
Do wieczora męczymy Śląska w grupie, później już poszły solówki więc do 10 rano dnia następnego ogarnęliśmy się do jako takiego stanu... G. ze Śląska już więcej nie chciał patrzeć na alkohol, nawet z piwem miał problemy. Przed meczem dołączyli do nas jeszcze Ślązacy z Wrocka i Oleśnicy którzy dzielnie nadrabiali zaległości w umacnianiu zgody skutkiem czego część z nich musiała oglądać mecz w tv.
Co do samego meczu to nie obyło się bez zamieszania z biletami po części z mojej winy ale koniec końców chyba wszystko się udało i jak za starych dobrych czasów dostałem się na stadion przez płot. Na meczu komplet, doping dobry, w pierwszej połowie może mało agresywny ale na drugą część już się rozkręciliśmy i wyciągamy flagę Hezbollahu która jak się okazało przyniosła szczęście bo kilka sekund później padła pierwsza bramka dla Wisły. Doping poprawiał się z każdą chwilą, sporo dostało się Cabajowi, kilka osób regularnie besztających go zza płotu, jeden najebany głupek który wskoczył na ABG i też zaczął się drzeć za co dostał kilka otrzeźwiających gongów i sądząc po tym jak opuszczał sektor pewnie się przeżuci... płakać nie będziemy. Później o mało co a sam bym wykopał jednego gościa który z dziewczyną przyszedł na randkę i sobie siedzi na D3. Na szczęście mój dar perswazji podziałał i zaczął drzeć ryja.
Co do kulturalnych piosenek o ulubionym zawodniku starozakonnych powstały min. takie hity jak CABAJ PEDALE PODOBNO MIESZKASZ W KANALE, JEBAĆ CABAJA CO PIZDE MA, A NIE JAJA, itp. Doping bardzo zróżnicowany, Gniazdowi jak zwykle potrafili zmobilizować sektor do podniesienia decybeli i pokazać żydkom, że o takim dopingu mogą tylko pomarzyć. Ok 80 minuty został odśpiewany hymn Polski i co do tego wydarzenia to judasze już zaczęły dorabiać nową ideologie – twierdzą, że bardziej pasuje do nas międzynarodówka lub gwardyjsko-bolszewicki hymn... no ale oni są przecież czyści jak łza i za komuny oczywiście walczyli z komuną, a profesor Filipiak w ogóle nie był członkiem PZPR do samego rozwiązania...
Po meczu jakieś małe zwiedzanie osiedli i jakiś wiosek, jedno spotkanie z dziewczynami, ziomek się pyta czy chcą kupić jakieś perfumy ale chyba się bardzo spieszyli bo nic nie wzięli.

W domu melduje się po 16 w poniedziałek. Pozdro dla Wszystkich Malinowych Nosów z którymi piłem przez ten weekend i dla kilku osób przez które mam jeszcze kaca i miałem gdzie spać;)

 

Dodam o jednym przyjemnym akcencie, otóż od początku meczu dostawałem smsy i telefony z Wrocławia, niektórzy faktycznie byli z nami duszą (pozdro KING KONG)


skomentuj (3)
Strona główna