Ciekawy mecz zarówno kibicowsko jak i piłkarsko więc od miesiąca już było jasne, że jadę do Wrocka, pytanie brzmiało tylko kiedy i na jak długo bo zależało to w dużej mierze od wolnego w pracy. No i dostałem jeden dzień w dniu meczu i dzień wcześniej zmianę do 21:30! Prosto po pracy z plecakiem pakuje się w autobus i jadę zobaczyć jak w tym roku wyglądają juwenalia. Autobus w miałem wstępnie ok. 2 w nocy, ale z G. z Wrocka ustaliłem, że wcześniej pojadę więc sprint na pociąg, kupowanie biletu już na miejscu i dopłata, dopłata, przesiadka, dopłata, dopłata... ostatnio wszystkie moje zgodowe mecze tak się zaczynają;] Do pociągu wbiegam w ostatniej chwili i przeciskam się do drugiego przedziału i słyszę MISTZREM POLSKI JEST LEGIA, LEGIA NAJLEPSZA JEST i coś tam o wielkim CeWuKSie;] Jakaś wycieczka szkolna (jakieś liceum) wracała z Zakopca. Zero barw ale non stop jakieś teksty o Legii i mistrzostwie. Jako, że najważniejsza jest przygoda stanąłem sobie koło nich, inna druga sprawa, że był taki ścisk, że w przejściu nie było nawet jak usiąść. Jak obadałem już całą tą wycieczkę, ponad 20 osób w tym 3 typów z wodorostami za ramiona to prze Trzebinią zdjąłem bluzę prezentując na koszulce herb Śląska. Otwieram żuberka, napinka i... do Częstochowa koniec tematów o Legii. W Częstochowie szybka przesiadka do pociągu Wrocławia i kolejne dopłaty, ale przynajmniej jakaś fajna włoszka jechała ze mną i było można pogadać z jakąś blondyną, a nie oglądać debili. We Wrocku melduję się wcześnie rano i zaczynam od krótkiego zwiedzania, spotykam kilka osób w barwach (5 rano!!!) i jakieś studentki kąpiące się w fontannie na rynku w stringach i stanikach, takiego przywitania nigdzie nie miałem:D
Przed 8 lądujemy na kwadracie u S. i zaczyna się katowanie, a jak patrzę na wiślaków którzy przyjechali dzień wcześniej to domyślam się, że ciężko musiało być. Właściwie to do nie wiem której chlejemy na parafii S. Schodzą się ludziska, wbijamy na jakiś park gdzie siadam na gumie do żucia i reszta niech zostanie przemilczana;]
Przed meczem nie wiem jakim cudem spotykam się z J .i J. Pijemy jeszcze trochę w okolicy i wbitka na stadion. Promili we krwi miałem wystarczającą ilość więc przez pierwszą połowę kręciłem doping na bocznym sektorze. Ogólnie Śląsk w przeciągu ostatnich kilku lat poprawił swoje zdolności wokalne i dobrze się pokazali czego nie można powiedzieć o Amice która się kreuje na mistrza wszystkiego a właściwie tylko kilka razy było ich słychać i pod koniec meczu jak doping u nas zaczął siadać. Po meczu pyruski nam cisną od amatorów win czy jakoś tak, ale chyba nik nie poczuł się urażony bo nie było ani jednego gwizdu po tym:) Pogoda słoneczna, Wrocławianki piękne, no to pasuje iść na wódkę. Idziemy sam nie wiem gdzie ale jak się okazało mieliśmy jakieś 500 metrów do pociągu pyrusów. Psiarnia gdzieś non stop krąży w okolice ale nie przypier*ala się do nas i chlejemy Piasty Wrocławskie i wódkę 1906 hehe. Przeciąganie mi się przeciągnęło do 4 bań pod rząd i w końcu się ewakuuję, ziomek ze Śląska odprowadza mnie do mojego nowego transportu (viva la Bronowice). Spotykamy się knajpie Country, trochę jeszcze piwkujemy i śpiewamy, J. Ze Śląska był chyba w lekkim szoku jak zobaczył jak się Zabierzów z Bronowicami bawi:)
Droga powrotna pod znakiem śpiewów, głupich dowcipów z mojej strony;P piwkowania i takich tam. Na trasie 3 dziki przebiegają nam drogę i w tym momencie było można zobaczyć, że jednak nikt normalny tym samochodem nie jedzie, dziewczyna która prowadziła krzyknęła i depnęła po hamulcach, a reszta zaczęła się drzeć ŚMIERĆ ZA SMIERĆ, ZŁO ZŁO AGRESJA i JEDZIEMY Z KURWAMI! Droga mija szybciutko, następnego dnia rano melduję się w pracy i dobrze, że alkomatem mnie nie przebadali.
Weekend na duży plus!!!

PKP!!!
skomentuj (1)