Irlandia Płn. - Polska (eliminacje do MŚ w 2010)

2009-03-29 21:58:11

Nasza wyprawa z południowej Irlandii, dokładnie Dublina zaczęła się o 7 rano, wraz z ziomkiem postanowiliśmy wyruszyć z samego rana z nadzieją, że na miejscu kupimy bilety (z nami w banie ponad 10 polaków i każdy z takim samym celem).
Po niecałych 3 godzinach przyjeżdżamy do Belfastu i wyruszamy na zwiedzanie miasta gdzie spotykamy ekipy Wisły Płock, ŁKS Łódź oraz Widzewa.5 godzin przed meczem postanawiamy iść do mc donalda gdzie oprócz małego obiadu łoimy 
wódę z kubka od coli :D W dobrych humorach opuszczamy restauracje i zmierzamy powoli na stadion. W mieście dosyć dużo polaków lecz bez żadnych chóralnych śpiewów .W drodze na stadion przechodzimy kolo Irlandzkiego baru w którym miejscowi się napinają lecz do niczego nie dochodzi.

Jesteśmy pod stadionem jakieś 2 godziny przed meczem gdzie każdy poluje na bilety które było bardzo ciężko dostać. W pewnym momencie kiedy nasza grupa liczy z 200 osób policja wybiera nas pod wiadukt ( nie wiem czemu, podobno irole się gdzieś kręciły) większość grupy wbija się na wiadukt gdzie zlatuje się psiarnia a z drugiej strony ulicy pojawiają się irole ( cała ulica, około 700?) 

od nas wybiega z 30 osób i zaczyna się dym, ogólnie nic dużego, więcej rzeczy lata niż ludzi chodzi....po jakiś 3 minutach główna nasza ekipa zostaje zaatakowana od tyłu przez psiarnie gdzie zawijają parę osób, po drugiej stronie wiaduktu pojawia się następna grupa iroli i w tym momencie wyglądało to tak, że my byliśmy w środku razem z psiarnią a po dwóch stronach wiaduktu irole... parę osób zalicza od nich zalicza kopy i na tym się kończy dym na wiadukcie który wg mnie był na naszą korzyść ponieważ było nas dużo mniej i pogoniliśmy praktycznie z dwóch stron iroli z psiarnią na plecach...
Po paru minutach wszyscy się rozchodzą a cześć głównej ekipy gdzieś się ulotniła. Ja wraz z ziomkiem lecimy pod kasy znów spróbować kupić bilet i zauważamy jak na jednej z pobliskich uliczek coś się dzieje...lecimy tam, widać tylko naszą bardzo dobrą jakościowo ekipę i zza rogu iroli którzy byli bardziej zainteresowani rzucaniem niż biciem. Ogólnie nie jestem w stanie powiedzieć ilu ich było ale pewnie więcej niż naszych,obie grupy robią podchody próbując wszystkich możliwych małych uliczek. Po jakimś czasie nasza ekipa zaczyna działać ze sprzętem (brechy,kamyki) i widać, że irole już nie są tacy pewni jak byli przed momentem...i to tyle co widziałem z tego zdarzenia nie wiem co było przed ani po, ale dym na pewno konkretniejszy niż ten na moście (nie było psów) lecimy znów pod kasy gdzie dużo Polaków poszkodowanych ale większość wiary to miejscowi. W końcu postanawiamy "wejść na stadion" omijamy bardzo szczęśliwie 2 bramki bez biletów i lecimy w stronę sektora gości gdzie znów sprawdzają bilety i kasa posiada kołowrotek, tutaj próbujemy coś zdziałać lecz bez szans...nie rezygnujemy i lecimy na kasy gospodarzy ;) tam straszny ścisk, stoimy w kolejce z dwoma polakami którzy posiadają bilety i próbujemy wbić się razem z nimi. Na kołowrotku, najpierw ja poszedłem od razu za kołowrotkiem lecz niestety nie zdążyłem i gość z kasy kazał mi wyjść lecz szybko zareagowałem że przed chwilą dałem mu bilety i widać, że kolesiowi zrobiła się woda z mózgu i mnie puścił;) drugi ziomek poszedł podobnie, chociaż miał jeszcze trudniejszą przeprawę. Takim to sposobem trafiamy na sektor gospodarzy. Doping ze strony iroli dobry chociaż przy stanie 1:1 odechciało im się śpiewać.
Polski sektor parę razy słyszalny lecz bez żadnej rewelacji, pod koniec meczu ochrona próbuje sama ściągnąć polskie flagi i lecą w ich stronę 2 race. Po meczu od razu idziemy na autobus i jesteśmy z powrotem w Dublinie kolo północy. Wyjazd ogólnie bardzo dobry, dymy z miejscowymi cały dzień po meczu również i aż do samego rana ale sam bylem świadkiem "tylko" dwóch awantur.

Relacja kumpla

skomentuj (2)
Strona główna