Cracovia - Lechia

2009-03-24 23:24:40

Mecz zapowiadał się ciekawiej niż derby, było można liczyć na przyjazd konkretnej bandy z Gdańska a i u nas selekcja była trochę większa niż przy okazji ostatnich odwiedzin w kurniku.
Goście do nas pozjeżdżali się już przed południem, a wychodząc odebrać Lechię spotykamy pasiastą czapkę która bez jakichkolwiek problemów zmienia właściciela, oddalając się słyszę z ziomkiem jeszcze „MATEUSZ, MATEUSZ, DZWOŃ PO NOŻE” kiedy dochodzimy do wniosku, że ktoś nie zrozumiał swojego błędu wracamy na co ów judasz reaguje wbiegnięciem do marketu, gdzie chowa się za kasjerką i stamtąd dzwoni (jak się później okazało stał tam półtorej godziny bojąc się wyjść).
Zaczynamy piwkowanie z Lechią, widać zmęczenie podróżą i większość musi zregenerować siły. Po krótkim odpoczynku jedziemy do Wiślaków na dalszą degustacje, czekamy na resztę wycieczki która ma drobne problemy na trasie. Około godziny przed pierwszym gwizdkiem wyruszamy w sile lekko przekraczającej 200 głów na stadion żydów. Przemarsz prawie jak za starych pięknych czasów, teraz było tylko 100 razy więcej psiarni niż w latach 90, a nas z powodu ograniczeń i wymogów bezpieczeństwa ponad 2 razy mniej. Trasa prosta i krótka bo przy parku Jordana gdzie stanowimy chyba ciekawą atrakcje dla bawiących się tam dzieciaków, później błonia i gdy zbliżamy się do stadionu rzucamy kilka okrzyków na temat tego kto rządzi w Krakowie, zostaje odśpiewany hymn Lechii, żydzi z 3 stron, masa napinaczy, kilkoro znajomych żydów którzy dostarczali nam już kiedyś barwy, niektórym ulubieńcom dostało się z imienia i nazwiska. Wchodzenie na sektor przebiega nawet sprawnie (oczywiście jak na pasiaste warunki) i na meczu większość melduje się jeszcze w pierwszej połowie;] Z naszej strony 4 flagi o ile dobrze pamiętam w tym wiślacka Gdynia, doping ograniczamy do kilku okrzyków, leci trochę epitetów, na sektorze żydów jesteśmy słyszani o czym świadczą gwizdy i riposty. Przez jakiś czas pobyt na tym nudnym spektaklu ożywia nam jakiś małpiszon w czarnym dresie który był chyba dobrze zjarany bo klękał, gryzł ogrodzenie (z naszej strony leci wtedy U U U U U), kopał z półobrotu w płot... za którymś razem kopnął mało fartownie bo odszedł kulejąc. Doping żydów to na ogół murmurando z wyjątkiem NIGDY NIE ZEJDZIEMY NA PSY, WTSK, Hej hejów i jakiejś piosenki w stylu Amici.
Po meczu krótka napinka, psy łapią kilkoro judaszy i zawijają do suk na co śpiewamy zostaw żyda. Ktoś od nas rzucił hasło WASZA STARA NIE MA DZIECI co zmiażdżyło mi system muszę przyznać, później jakaś przyśpiewka ZRÓBCIE NAM PAŁY – ŻYDOWSKIE KURWY, PEDAŁY!
Po wszystkim wracamy spokojnie do siebie i jak to na gościnie PIJEM I BAWIM!!

skomentuj (1)
Strona główna